Tak to się zaczęło…

Zalążki politechnicznej działalności kibicowskiej pojawiły się już, gdy rywalizowaliśmy w Serii B. Stłoczeni w małej salce Studium Wychowania Fizycznego i Sportu Politechniki Warszawskiej i domu studenckiego Riviera podziwialiśmy rozegrania Pawła Woickiego i atomowe ataki Marcina Drabkowskiego. Już wtedy towarzyszył nam znajomy głos Pana Michała, usilnie zachęcającego do kibicowania. I stało się – awansowaliśmy do PLS, a świętowaniu nie było końca.

Wraz z awansem do Serii A, zmieniła się też sala, a na trybunach Koła pojawiła się garstka kibiców, próbujących coś zdziałać. I tu wkroczył Marcin Bańcerowski – pozytywnie zakręcony człowiek i zarazem założyciel Klubu Kibica. Powstanie klubu kibica datuje się na 17 stycznia 2004. Formalnie? Organizacja przy Politechnice Warszawskiej. Nieformalnie – grupa fanatyków pragnących podbić świat ;) Owego zimowego dnia wybraliśmy się na pierwszy wyjazd. Padło na Bełchatów. Choć nie udało się wygrać, nasze przybycie było dla drużyny bardzo miłą niespodzianką. Później wszystko potoczyło się już bardzo szybko.

Zawsze tam gdzie nasz AZS…

Wspierani radami zaprzyjaźnionych grup kibicowskich, rozwijaliśmy swoją działalność. Przybyło nam trochę flag, sektorówka oraz bębny. Każdy wyjazd to pełny autokar i świetna zabawa – bo któż nie pamięta słynnego „Konszabelanta”, czy „Na kajaku”? Nie minęło dużo czasu, gdy mieliśmy już 50 członków, niezły doping i wspaniałych znajomych w różnych krańcach Polski.

Żegnamy Koło, witamy Ursynów…

2007 to rok zmian. Znów nowa hala, a z nią nowe wyzwania. Nowa również organizacja – tak, wreszcie staliśmy się samodzielnym stowarzyszeniem. W ursynowskiej Arenie – naszym nowym domu – zjawia się coraz więcej kibiców. I, o dziwo, nie są to ukryci fani drużyny przyjezdnej! ;)

Nim się obejrzeliśmy, stuknął nam piąty rok, a z nim pełna Arena i rozrastający się z każdym meczem fanatyczny młyn. Z piątym rokiem przyszła też walka o utrzymanie i pełne emocji barażowe wyjazdy do Radomia. To właśnie radomskie wojaże, zdzieranie gardeł w pełnym sektorze gości hali przy Narutowicza i specyficzna atmosfera pojedynków z Jadarem były tym, co sprawiło, że kolejne kibicowskie dusze połknęły politechnicznego bakcyla na dobre!

Druga dekada XXI wieku…

W sezonie 2010/11 PlusLiga, choć niewywalczona sportowo, siódmy raz z rzędu zagościła w Warszawie. I choć nastroje w związku ze sposobem pozostania w najwyższej klasie mieliśmy mocno mieszane, uznaliśmy że najgorsze, co możemy zrobić, to odwrócić się w tym momencie od zespołu. Biało-zielona ferajna znów kręciła imprezę przy Pileckiego i przemierzała kraj za drużyną. I kto by się spodziewał, że niecały rok po piątym meczu w Radomiu, gdzie ostatecznie Jadar spuścił nas z ligi, trzymając w sektorze gości bydgoskiej Łuczniczki transparent „Europo, nadchodzimy!” (nota bene pierwsze samodzielnie wymalowane płótno), będziemy cieszyć się z piątego miejsca i awansu do europejskich pucharów…

…a kolejne 365 dni później zagramy w ich finale! To był magiczny sezon – Mietałłurg Żłobin, Mladost Marina Kaštela, Dinamo Krasnodar, Łokomotyw Charków, Tomis Konstanca i ostatecznie „polski finał” z AZS-em w Częstochowie. Finał (a właściwie finały), które każdy z kibiców pamiętać będzie pewnie jeszcze długo. Dwa wypełnione do ostatniego miejsca autokary, kilka samochodów i ostatecznie 107-osobowa wiara w sektorze gości to to, co jeszcze długo będziemy wspominać… przynajmniej dopóki znów nie pobijemy wyjazdowego rekordu!

W kolejnym sezonie nie udało nam się pobić rekordu liczebności, ale konsekwentnie spełnialiśmy pasję, tak że na każdym wyjeździe byli Kibice z Warszawy i świetnie wspierali Inżynierów.

Minęły kolejne sezony, a nam przybywało lat. Rozgrywki 2013/14 są dla nas szczególne, ponieważ to jubileuszowy rok. Jednak nie wszystko idealnie się układało, KK starzał się, „starzy wyjadacze” musieli zmienić priorytety w życiu i już nie mogli pojawić się na każdym meczy na Arenie i wyjeździe. Stanęliśmy przed nowym wyzwaniem – promocją kulturalnego i bezpiecznego dopingu wśród warszawskiej młodzieży. Wiemy, że nie będzie to lekkie zajęcie, ale jesteśmy przekonani, że warto zarazić tym bakcylem kolejne pokolenie ;)

W tym sezonie kolejny raz zagraliśmy w Pucharze Challenge, niestety nie była to tak długa i piękna przygoda jak pierwszym razem, ale było warto ustaliliśmy swój kolejny rekord – zebranie w naszym sektorze na meczu z Fenerbahçe Grundig Stambuł 197 osób!